Podróż poślubna – KRETA I

honey-moon

Pomysłów na podróż poślubną było wiele. Marzyła nam się egzotyka, ale z powodu możliwego tylko tego terminu wyjazdu, musieliście odłożyć ją na inny czas. Pierwsza połowa sierpnia to szczyt sezonu wakacyjnego, więc zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że wszędzie będą tłumy. Zmęczeni przygotowaniami oraz stresem związanym z „wielkim” dniem chcieliśmy wygodnego, o dość wysokim standardzie hotelu, blisko słonecznej plaży, daleko od hałaśliwego miasta i z dobrym jedzeniem. Na dodatek, aby nie tracić czasu wyjazd musiał być z Gdańska i tu nie mieliśmy zbyt dużego wyboru. Podróż ta miała być i była inna od tych, na które zwykle się wybieramy – z biura podróży i totalne lenistwo!

Kreta, bo to na nią padło, jest największą grecką wyspą. Położona jest na Morzu Śródziemnym, więc idealna pogoda i piękne morze były pewne. My przebywaliśmy w południowo wschodniej części wyspy, czyli tej bardziej dzikiej. Najbliższe większe miasto oddalone o ok 10 km od naszego hotelu to Ierapetra. Wybraliśmy się tam tylko jednego wieczoru. Przetestowaliśmy słynną grecką komunikację miejską, ale mieliśmy dość duże szczęście, gdyż autobus spóźnił się tylko 10 minut.

Oprócz prawie codziennego leżenia na plaży i pływania w morzu wybraliśmy się na dwie wycieczki. Kreta jest bardzo ciekawą wyspą i z pewnością można by każdy dzień po brzegi wypełnić atrakcjami, ale nie takie było założenie wyjazdu.

Jednego dnia wypożyczyliśmy samochód i ruszyliśmy na północ. W pierwszej kolejności zatrzymaliśmy się w jednej z najstarszych  kretyńskich wsi  – w Kritsy. Położona na wschodnim zboczu góry Castello miejscowość, otoczona jest gajami oliwnymi. Warto pokręcić się trochę po starych uliczkach, gdzie można złapać piękne kadry, usiąść w jednej z kafejek i napić się Freddo Espresso, a także pochodzić po licznych sklepikach.

Kolejnym przystankiem było Ajos Nikolaos. Miasto położone jest na zachodnim brzegu przepięknej Zatoki Mirabello. Słynie z położonego w centrum jeziora Wulismeni, wokół którego znajdują się liczne restauracje. My również wybraliśmy jedną w celu zjedzenia obiadu. Byliśmy strasznie głodni i gdy prawie godzinę musieliśmy czekać na jedzenie zrobiliśmy się trochę nerwowi. Za to gdy w końcu podano nam przepyszne owoce morza i tradycyjne kreteńskie ślimaki zgodnie uznaliśmy, że było warto czekać tak długo!

Następnie udaliśmy się na słynną Wyspę Trędowatych – Spinalonga. Wybraliśmy opcję: 20 minut rejsu, następnie godzina zwiedzania i powrót. Miejsce to posiada swój niepowtarzalny charakter i będąc na Krecie na prawdę szkoda go nie zaliczyć. Opuszczone, po części zawalone domki, dziko rosnące figi i przepiękne widoki.

Tego dnia wieczór spędziliśmy w Ajos Nokolaos. Zjedliśmy kolację, zrobiliśmy zakupy, a sklepików z pamiątkami jest tam bez liku. Na deser kupiliśmy w tradycyjnej ciastkarni baklawę – palce lizać!

Tyle na dzisiaj. O następnej wycieczce napiszę w kolejnym poście :)

Pozdrawiam i całuję ;)

Podpis

P.S. Jeśli zastanawiacie się, dlaczego na zdjęciach z podróży poślubnej występuję głównie (a może tylko ja), to muszę wytłumaczyć, że w prywatnym archiwum jest dużo tych jego, a jeszcze więcej tych współnych ;).


Źródła : Kreta przewodnik, Wikipedia

(Visited 135 times, 1 visits today)

Werka Pietruszka

Uzależniona od szydełkowania kreatywna miłośniczka podróżowania.