Podróż poślubna – KRETA II

podroz-poslubna-kreta

Czas na kolejną część przygody na greckiej wyspie. Jeśli jesteście ciekawi, dlaczego właśnie Kretę wybraliśmy na podróż poślubną, to odsyłam  do poprzedniego posta.

Podczas naszego wyjazd zdecydowaliśmy się na jedną wycieczkę fakultatywną. I tu słychać w moim głosie wielki zawód. Zdecydowania ta forma podróżowania i zwiedzania nie leży w naszej naturze. Był to pierwszy i ostatni raz! Nie zamierzam jednak teraz tu narzekać bez końca i wypisywać wszystkich minusów. Postaram się przemilczeć tą kwestię i pokazać Wam co udało nam się zobaczyć.

Rano po śniadaniu podjechał po nas autokar. Na szczęście my dołączaliśmy się do całej wycieczki jako ostatni i najkrócej jechaliśmy wesołym busem. Ten stan rzeczy był niezwykle przyjemny podczas powrotu, gdyż jako pierwsi znaleźliśmy się w hotelu.

 W pierwszej kolejności udaliśmy się do miejscowości Sitia, gdzie dostaliśmy półtorej godziny czasu wolnego. Miasteczko położone jest w północno- wschodniej części wyspy. Dopiero w latach osiemdziesiątych zaczęto rozwijać je pod kątem turystycznym. Znajdziemy tam nadmorską promenadę, fortecę, którą można zwiedzić za opłatą, a także plażę. Jakiś czas temu utworzono „Kiss Points”, które mają za zadanie przyciągnąć większą liczbę turystów. Punkty do całowania rozlokowano w różnych miejscach w mieście, należy szukać ich z wielką determinacją ;), a potem można bezkarnie się całować ;)

Kolejnym punktem naszej wycieczki była słynna palmowa plaża – Vai. Możecie ją kojarzyć z reklam produktów takich jak  Bounty czy Old Spice. Jeśli mam być szczera, to jest ona mocno przereklamowana. Niestety nie poczuliśmy się tam jak w raju, a do niego właśnie niektórzy ją porównują. Dobra, są palmy, które są piękne, ale „ta” cała atmosfera w okół czyni, że w mojej ocenie ich niezwykłość schodzi na drugi plan. A teraz przemilczę obiad, który nam tam zaserwowano w ramach wycieczki KROPKA

Ostatnim punktem naszej wycieczki był Klasztor Moni Toplu. Z zewnątrz piękny, a do środka nie zdecydowaliśmy się wejść. Niestety Pani przewodniczka „trochę” nam obrzydziła, gdyż najpierw namawiała wszystkich na produkty od jakiegoś gospodarza na wyżej wymienionej plaży, a potem głównie na zakupy w klasztornym sklepiku. Zrobiliśmy kilka zdjęć z zewnątrz, a potem jak najszybciej chcieliśmy wracać do hotelu.

Na cały tydzień tylko ten jeden dzień nie należał do zbytnio udanych. Nie zawsze bywa kolorowo i bajkowo, ale dzięki temu łatwiej nam docenić te dobre rzeczy. Nasza podróż poślubna była wspaniała! Spędziliśmy dużo czasu razem, wypoczęliśmy, poznaliśmy coś nowego, a takie były nasze założenia. Samą Kretę polecam, choć może bardziej na własną rękę – z wypożyczonym autem;)

Pozdrawiam

Podpis

 

(Visited 50 times, 1 visits today)

Werka Pietruszka

Uzależniona od szydełkowania kreatywna miłośniczka podróżowania.