Londyn – relacja z podróży

londyn8

W czerwcu wybraliśmy się na weekend do Londynu. Trochę czasu minęło, a ja wciąż się zastanawiam, jak udało nam si dojechać, przetrwać i wrócić. Bez wątpliwości jest to ciekawe i piękne miasto, ale sama wyprawa była dość pechowa. I dziś parę słów o niej, a nie o samym mieście.

londyn7

Naszą przygodę rozpoczęliśmy w sobotę rano. Mieszkamy dość blisko lotniska. Pół godziny komunikacją miejską i jesteś na miejscu. Wszystko by było dobrze, gdyby nie przesiadka. Pech chciał, że akurat Szwajcarom zachciałosię remontów dróg i poprzestawiali przystanki. Dość szybkim krokiem ruszyliśmy z jednego na drugi przystanek, żeby zobaczyć jak nasz tramwaj, nie zatrzymując się jedzie dalej. Mieliśmy małe walizki i wraz z nimi ruszyliśmy w pogoń za naszym pojazdem. Cali zdyszani i spoceni, ZDĄŻYLIŚMY!

Na lotnisku poszło dość gładko. Bilety, kontrole, wszystko poszło niespodziewanie dobrze. Zapakowali nas do samolotu, wszyscy zajęli swoje miejsca i wtedy ta zaskakująca wiadomość – LOT OPÓŹNIONY! Czekaliśmy około godziny, co nie było jeszcze tak złe.

londyn1
Z lotniska pociągiem ruszyliśmy do centrum. Była już 14, więc postanowiliśmy najpierw zostawić bagaż w pokoju i potem ruszyć na miasto. Wcześniej sprawdziliśmy i dojazd metrem do naszego noclegu miał być dość prosty. Niestety tego dnia londyńskie metro postanowiło utrudnić nam życie i zamknąć akurat tą linię, która bezpośrednio łączyła centrum z naszym celem. Przekonaliśmy się również, że informacja brytyjska nie umywa się do szwajcarskiej. Wędrowaliśmy tak od przystanku do przystanku, aż w ogóle nie opłacało się jechać czymkolwiek i cały odcinek pokonaliśmy pieszo.

londyn4

Nocleg znaleźliśmy na stronie airbnb. Nie raz już korzystaliśmy z tej strony i to w różnych częściach świata. Mogę ją szczerze wszystkim polecić, choć raz byliśmy bardzo rozczarowani i niezadowoleni. Przykro to mówić, ale było to w naszej kochanej stolicy.  Na szczęście tym razem, w mieszkaniu były warunki w miarę dobre. Pod względem noclegowym Londyn jest drogim miastem, a do tego kiedy my szukaliśmy pokoju, to wszędzie były już pozajmowane. Wybraliśmy dość wygodną i swobodną formę. Nasze mieszkanie znajdowało się pomiędzy Whitechapel i Shadwell, a sama dzielnica była bardzo, bardzo, bardzo multikulti. Wręcz można było zapomnieć, że jest się w Wielkiej Brytanii.

londyn3

Zostawiliśmy nasze rzeczy, usiedliśmy na pięć minut i ruszyliśmy na miasto. Tylko niecałe cztery dni, a tyle do zobaczenia! Było już dość późne popołudnie, więc postanowiliśmy na spokojnie poszwendać się po mieście. Wybór padł na Big Ben. Wręcz mogę powiedzieć, że nie byłam zaskoczona, kiedy to po wyjściu z metra znaleźliśmy się w środku jakieś demonstracji. Pełno ludzi i śmieci, głośno, ale nie poddaliśmy się. Po przedarciu się przez tłumy udało się znaleźć spokojniejsze części miasta, gdzie można było swobodnie pospacerować i cieszyć się pobytem w Londynie.

londyn2

Czy ktoś kiedyś słyszał o słynnej brytyjskiej pogodzie? My przekonaliśmy się na własnej skórze, że jest ona mocno niesprzyjająca. Choć była połowa czerwca, to wymarzliśmy, zmokliśmy i oczywiście nie obeszło się bez przeziębienia. Podróżowaliście kiedyś z mężczyzną, który ma wysoką gorączkę i wszystko go boli?

londyn5

Wszystko co dobre szybko się kończy, a jak wiadomo powroty bywają ciężkie.  O ile dobrze pamiętam… samolot mięliśmy koło godziny dziewiętnastej. Specjalnie tak zaplanowaliśmy, aby mieć jeszcze wtorkowy dzień na zwiedzanie. Po mimo przeciwności – zmęczenia, bólu nóg i przeziębienia, dzielnie zaliczaliśmy ostatnie atrakcje. Gdy nadszedł odpowiedni czas wyruszyliśmy na lotnisko. Najpierw metro, potem pociąg i znowu zaczęły się nerwy. Wyjechaliśmy odpowiednio wcześnie, a i tak to okazało się za późno. Wręcz złośliwie pociąg powolutku sobie jechał i zaraz stawał, a wskazówki zegarka pędziły jak nigdy. Ja nerwus i pesymistka z natury, zawsze mam czarne myśli, ale gdy mój towarzysz  – ostoja spokoju i opanowania, zaczął nerwowo spoglądać na lewy nadgarstek, to wiedziałam, że zaczyna robić się nieciekawie. Pociąg dojechał na docelową stację idealnie o godzinie naszego odlotu. Jeśli akurat w tym czasie byłeś tam na lotnisku, to wiedz, że te dwa biegnące wariaty to my! Slalomem między ludźmi i raz dwa przez kontrolę, aby stanąć przed tablicą odlotów i dowiedzieć się, że nasz lot jest znowu opóźniony -tym razem samo szczęście! Zdążyliśmy nawet jeszcze pochodzić po sklepach i zrobić małe zakupy :).

londyn6

Pewnie myślicie, że bardzo źle wspominam tą wyprawę. I tu nie macie racji. Po mimo tylu przeciwności losu, jestem bardzo szczęśliwa, że udało nam się spędzić ciekawie i wspólnie weekend. Dziś skupiłam się na negatywach, a może bardziej przygodach. Na szczęście dobrych wspomnień jest jeszcze więcej. Zrealizowaliśmy cały plan, jaki sobie obraliśmy. Wszystkie punkty z listy zaliczone, łącznie ze smacznym jedzeniem – fish and chips, piwem wypitym w brytyjskim pubie i podróżą piętrowym, czerwonym autobusem. Podarowałam sobie pisanie kolejnego przewodnika po miejscach, które są tak dobrze wszystkim znane. Mi pozostaje nadzieja, że jeszcze uda się wrócić i jeszcze więcej zobaczyć. A na razie zacieramy rączki i zaczynamy planować kolejną podróż ;).

podpis

(Visited 178 times, 1 visits today)

Werka Pietruszka

Uzależniona od szydełkowania kreatywna miłośniczka podróżowania.