Jedzenie w Ho Chi Minh

jedzenie w ho chi minh

Dla Europejczyka jedzenie w Ho Chi Minh bywa bardzo zaskakujące. Możemy postawić na tradycyjną kuchnię uliczną, bądź modną restaurację, w której serwowane dania przedstawiają współczesne spojrzenie na wietnamską kuchnię. Na pewno warto spróbować obu. Moim znaniem żadna z nich nie jest lepsza czy gorsza. Są po prostu inne, a spożywając jeden czy drugi posiłek nasze kubki smakowe, oczy oraz brzuchy przeżywają zupełnie inne doznania. Tak jak w Polsce ze smakiem i ciekawością pójdę, np. do jednej z restauracji Magdy Gessler, tak też nie pogardzę słynną zapiekanką z olsztyńskiego dworca.

Pijemy w Ho Chi Minh!

ho-chi-minh-kawa

Zacznę może od tego, co bardziej do życia potrzebne, czyli napoi. Każdy kto wybiera się w tamte strony usłyszy masę dobrych rad – woda wyłącznie z zamkniętych i kupionych butelek, a nawet tylko takiej używać do mycia zębów. Unikać lodu jak ognia! Jeśli mam być do końca szczera, to po nasłuchaniu się takiego straszenia, to zaraz po przyjeździe bałam się wszystkiego. Jeśli coś było wbrew tym zasadom, to strach mnie dopadał. Na szczęście im dłużej przebywaliśmy w Wietnamie, tym całe to przerażenie powoli mijało. Tak, piliśmy wodę tylko z butelek, ale zęby płukaliśmy tą z kranu. Było na prawdę gorąco i ludzie pili mrożone kawy, a my pozostaliśmy przy tych tradycyjnych (nie żałuję były pyszne!). Jednak zdarzyło się kilka sytuacji, kiedy to skusiliśmy się na napoje z lodemi na całe szczęście nie musieliśmy tego żałować.

JEMY w Ho Chi Minh!

ho-chi-minh-jedzenie3

Ho Chi Minh to ogromne miasto, w którym barów, restauracji i przeróżnych innych miejsc serwujących jedzenie nie brakuje. Zazwyczaj jadąc do nowego miejsca chcemy skupić się na lokalnych przysmakach. Są też tacy, którzy szukają tylko i wyłącznie wszędobylskich fast foodów, ale tą grupą ludzi nie warto się zajmować. W Wietnamie jedzenie jest tanie, a przyjmując wersję pobytu dla odważnych i jedzącą tylko i wyłącznie street food na prawdę można wiele zaoszczędzić, a do tego smacznie zjeść. Ja natomiast chciałabym Was zachęcić do wydania trochę więcej i zaliczenia posiłku  w jednej z droższych restauracji.

My wybraliśmy się do Cuc Gach Quan. Przeraziło nas dość spore menu, z którego chętnie spróbowali byśmy wszystkiego. Na szczęście kelner nas poratował, powiedzieliśmy na co mamy ochotę (krewetki, ryba, muszle), a on idealnie nam doradził. Ciężko również zdecydować się na ilość dań, gdyż nie zamawia się jednego dania na głowę, ale kilka małych miseczek, a następnie wspólnie się je opróżnia. I tu również kelner przyszedł nam z pomocą. Do posiłku wybraliśmy soki ze świeżo wyciśniętych owoców. Nie dość, że kolacja była przepyszna, to jeszcze sam budynek restauracji jest bardzo interesujący. Jest to drugie duże „za” – za zjedzeniem posiłku właśnie w tej restauracji. Malutkie sale, a wręcz pokoiki, których umieszczone są tylkopo dwa stoliki, liczne piętra i półpiętra, do tego niebanalny wystrój. Warto, na prawdę warto!

ho-chi-minh-jedzenie

W ostatni dzień pobytu w Wietnamie skusiliśmy się na typowy street food. Było to dość ryzykowne, gdyż mieliśmy przed sobą wielogodzinną podróż powrotną do domu. Wybraliśmy się do Ben Thanh Street Food Market. Można tam znaleźć wiele budek z przeróżnym jedzeniem. Po rozeznaniu się w terenie ;) zdecydowaliśmy się na miks muszelkowych pyszności dla dwóch osób. Dostaliśmy numerek i poszliśmy usiąść przy stoliku. Czekaliśmy dość długo i już powoli zaczęliśmy wątpić, że ktoś przyniesie nam jedzenie. Na szczęście w końcu pojawił się pan z naszym talerzem i wiecie co? Było przepyszne, a co więcej nie zaszkodziło nam! ;)

ho-chi-minh-jedzenie1

Z finałową kolacją już nie eksperymentowaliśmy. Ostatniego popołudnia strasznie rozpadało się, a że samolot mieliśmy dopiero wieczorem i nie chcieliśmy spędzić kilkunastogodzinnej podróży przemoczeni, więc dość sporo czasu spędziliśmy w hotelowej restauracji. Najpierw zamówiłam sobie dzbanek zielonej herbaty, a David skorzystał z promocji piwa 2 za 1 :). Na tym i ja skorzystałam! Na koniec skusiliśmy się na rozgrzewające zupki, gdyż po kilkugodzinnym przebywaniu w dość mocno klimatyzowanym pomieszczeniu była to jedyna rzecz, o której marzyłam.

ho-chi-minh-jedzenie2

I co narobiłam Wam apetytu, czy wręcz odwrotnie?

Podpis

(Visited 24 times, 1 visits today)

Werka Pietruszka

Uzależniona od szydełkowania kreatywna miłośniczka podróżowania.